Czy rzeczywiście chodzi o budowę tanich mieszkań

W październikowym (2016) wydaniu miesięcznika "Domy Spółdzielcze" pojawił się artykuł Pana Jerzego Kruka Prezesa Zarządu Delegatury Dolnośląskiej Krajowej Izby Gospodarki Nieruchomościami. 

Zapraszamy do lektury:

"Czy rzeczywiście chodzi o budowę tanich mieszkań

Czy rządowy program budowy tanich mieszkań to szansa na odblokowanie możliwości ich budowy przez spółdzielnie? Wydawałoby się, że tak. To przecież spółdzielnie mają doświadczenie w budowie mieszkań lokatorskich, a ten status prawny preferuje właśnie formę spółdzielczą.

Taką deklarację włączenia się w realizację programu rządowego spółdzielnie zgłosiły bezpośrednio lub przez swoich przedstawicieli. Dostaliśmy jednak obuchem w obie strony głowy… Po pierwsze, przedstawiciele rządu ogłosili, że tanie mieszkanie to nawet 20 złotych za jeden metr kwadratowy opłaty czynszowej. Za 50 metrów kwadratowych lokalu – 1000 złotych. (sic!) To już na pewno nie tanie… Po drugie, lobby deweloperskie zwietrzyło szansę pozbycia się balastu wybudowanych i niesprzedanych mieszkań. Deweloperzy natychmiast zadeklarowali włączenie  się do programu, bo za 20 zł za metr kwadratowy odzyskają swoje zamrożone pieniądze. To bardzo dobra inwestycja…

Ale czy rzeczywiście chodzi o budowę tanich mieszkań?

Trzeba na pewno rozstrzygnąć podstawowe pytanie początkowe – czy chodzi o budowanie tanich mieszkań, czy chodzi raczej o tanie utrzymanie lokalu przez rodzinę. Ja nie mam wątpliwości, że chodzi o to drugie. Zwłaszcza że opłaty w spółdzielniach są o połowę niższe od tych nazwanych „tanie”. Historia w pewien sposób zatoczyła koło, bo pamiętam, że przed laty panaceum na kłopoty mieszkaniowe łodych rodzin miały być Towarzystwa Budownictwa Społecznego. I co się stało? Nie jest to budownictwo społeczne (najczęściej są to spółki prawa handlowego), a opłaty za lokale w nich są co najmniej o połowę większe od opłat za lokale spółdzielcze, często istniejące po sąsiedzku. Co więc robić? Na pewno nie czekać. Myślę, że Kongres Spółdzielczości w tej sprawie zajmie jednoznaczne stanowisko. Znam stanowisko spółdzielców z Dolnego Śląska (choć nie tylko), m. in. Zrzeszonych w Krajowej Izbie Gospodarki Nieruchomościami, którzy sformułowali je następująco:

• Oparcie programu tylko na terenach państwowych jest błędem, bo w dużych miastach takich terenów praktycznie już nie ma. Należałoby za to wspomóc finansowo gminy w zakresie odkupienia i uzbrojenia terenów. Nie uda się, moim zdaniem próba budowania poza dużymi aglomeracjami, bo to jest pod prąd oczekiwań  młodych ludzi dążących za pracą do miast (często za granicę). Trzeba też wziąć pod uwagę straszliwe kłopoty komunikacyjne. Nie wystarczy dziś mieć samochód. Trzeba nim dojechać rano do pracy. Nieraz to godziny spędzone w korkach.

• Ustalenie opłaty za lokal do 20 złotych za metr kwadratowy jest zaprzeczeniem taniego budownictwa, zważywszy, że będzie to miesięcznie około 800-1000 zł, a trzeba dodać opłaty za media. Na pewno nie będzie to budownictwo dla młodych. Chyba że państwo zapewni odpowiednie pieniądze dla banków, aby te udzielały preferencyjnych kredytów na zakup mieszkań, ale to dopiero połowa rozwiązania problemu, bo kredyty trzeba spłacać. Warto kwoty te porównać z płacą minimalną, nawet 2000 złotych. (brutto!)

• Rozwiązaniem – perspektywicznym – powinny być kasy oszczędnościowo-budowlane na przykład na wzór niemieckich Bausparkassen czy tych działających na Słowacji lub w Czechach. Tylko… to też już w Polsce było.

Na koniec jednak należy przywrócić możliwość budowania przez spółdzielnie. Przykłady obecnie budowanych domów to potwierdzają, choć barierą jest budowanie nie dla siebie... wyodrębnianie własności lokali to budowanie niespółdzielcze – powstają od razu wspólnoty. Wystarczy jedna zmiana ustawowa przywracająca budownictwo o statucie spółdzielczym – lokatorskie, ale nie byłoby błędem i własnościowe."

Artykuł w .pdf

 

 

Polub nas